środa, 19 marca 2014

Rozdział 10 - Zdrajca

Obudziła mnie Daisy, która wparowała do jaskini z wrzaskiem:
- Zbieraj się szybko! Zaraz będzie po nas! - Pociągnęła moje ucho.
Gwałtownie wstałam i zapytałam się o co chodzi. Przyjaciółka mi nie odpowiedziała. Tylko pognała do wyjścia. Zrobiłam to samo.
Wszystko płonęło. Nie było rzek, zostały jedynie wyżłobione koryta. Drzewa opadały jeden po drugim. Nie wiedziałam co zrobić.
W ostatniej chwili zobaczyłam Lea, małą lwiczkę, na którą zaraz spadnie drzewo. Złapałam ją od tyłu i odskoczyłam. Niestety byłam za ciężka, nie zdążyłam. Wypuściłam jeszcze w locie Lea. Pień mnie przygniótł. Ta rozejrzała się nieporadnie.
- Uciekaj! - Krzyknęłam.
Posłuchała. Wszyscy odeszli, tylko ja leżałam bezradnie. Miałam rozgniecione tylne łapy. Nie sposób uciec. Rozpaczliwie ryczałam, nie wzywałam pomocy. Ból był okropny. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Próbowałam wysunąć się, ale drzewo przygniatało mi kark. Ogień wypalał mi skórę. Nie mogłam nic zrobić.

***

Wszędzie biało.
Wiedziałam, że jest biało. To jedyne wpadało mi do głowy.
I głos.
Nie zgrabnie podniosłam się z miękkiego podłoża. Jest wilgotno, zauważyłam z niechęcią. Kręciłam się w kółko i rozglądałam na wszystkie strony. Biało.
Tu jestem.
Głos wypełnił całą przestrzeń, dotarł do każdego miejsca. Nie, zaraz. On był w mojej głowie. Zastygłam w miejscu.
- Kim jesteś? - Szepnęłam.
Wszystkim.
- Gdzie jesteś?
Tu.
Rozejrzałam się, temperatura spadła. Okropny chłód przeszedł moje ciało. Przełknęłam ślinę. Postanowiłam zastanowić się czy umarłam. Wszędzie biało. Bez wątpienia. Do tego ten głos.
- Umarłam?
- Tak. - Rozległ się głos nieco wyższy.
Teraz nie mógł być w mojej głowie. Gwałtownie odwróciłam się.
Spojrzałam na lwicę. Miała biało błękitne futro i przenikliwe, różowe oczy. Loss.
- Ale i żyjesz - dodała.
- Nie rozumiem - szepnęłam.
Zauważyłam, że byłam od niej niższa. Westchnęłam, to był ten minus. Byłam niska. Może i dzięki temu poruszałam się o wiele szybciej i zwinniej, to nadal nie pocieszał mnie ten fakt. Za niska.
- Jesteś Heaven. Powróciłaś, nie można stwierdzić czy żyjesz czy jesteś duchem. - Pomachała mi przed twarzą, jakby odganiała muchy.
- A teraz?
Cofnęła łapę.
- Jak ty uważasz?
Nie odpowiedziałam. Chciałabym, żeby to był sen, spojrzałam w dół i skuliłam się. Za chłodno.
Uważaj.
- Na co? - zapytałam. Za późno zdałam sobie sprawę, że to głos.
- Co? - zmarszczyła czoło Loss.
- Słyszysz ten głos?
- Nie. - Wyprostowała się.
Ona kłamie.
- Jak się tu znalazłaś? - Spojrzałam na patronkę Łez.
- Powinnaś to wiedzieć.
Super, wszystko powinnam wiedzieć - pomyślałam.
- Nie wiem.
- W takim razie ja też nie wiem. - Odwróciła się.
Uważaj na nią. Łzy to zdrajcy. Nie ufaj im.
Loss drgnęła. Musiała to słyszeć. Poczułam iż temperatura się wzniosła. 
- Nie wierz jej. - Szepnęła Loss.
- Słyszysz to. - Stwierdziłam, bardziej do siebie.
- Tak. - Patronka wzniosła głowę ku niebu - Zostaw ją.
Zdrajczyni, nie patronka. Łzy to zdrajcy. Zapamiętaj. Ostrzegałam cię.

***

Stałam nad Grit. Byłam na dworze. Panowała noc.
- Powtarzam: zostaw mnie! - krzyknęła przerażona.
Trzymałam łapę z wysuniętymi pazurami przed jej pyskiem. Cofnęłam ją.
- Co jest..? - szepnęłam.
Odeszłam od żółtej lwicy. Tamta pognała w ciemnościach, ukradkiem zobaczyłam krew na jej ciele. Przygryzłam wargi, to się źle skończy - pomyślałam.
Pobiegłam za nią, szukając wyjaśnień. 

czwartek, 23 stycznia 2014

Rozdział 9 - Jest nas trzech

Minęły już trzy dni, odkąd stado Grit, czyli ród Łez, osiedlił się w Głębokiej. Żyliśmy tam w ciasnocie, aż do tego dnia. Dziś mieliśmy czekać na stado, które według naszych sojuszników miało tu przybyć.
- Loss powiedziała, że przybędą - powtarzała na około przywódczyni plemienia Łez.
Szczerze? Nie ufałam jej Była zbyt dominująca. Wiem, wiem. Taki powinien być przywódca; dominujący, stanowczy, odpowiedzialny, odważny i silny. Na razie ona spełniała co najwięcej dwa kryteria według mnie; upór i samolubność. Nie myślała o innych. W ciągu tych kilku dni pokłóciła się z Dark'em o miejsce w Głębokiej. Wyraźnie nie pogodziła się z tym iż jej stado nocuje na tym terenie. Duma nie pozwalała by spała wraz z nami pod jednym dachem, nawet gdyby na dworze szalał wiatr. Dlatego wieczory spędzała na polance, twierdząc, że idzie wypatrywać Podziemnych, plemienia, które ma się z nami zjednoczyć.
- "Zjednoczenie", na razie to ja mam zjednoczoną...
- Vira! - Krzyknęła Daisy.
Przypomniało mi się, że moja przyjaciółka tu jest. Przed chwilą prosiła mnie abym powiedziała co tym wszystkim sądzę. Delikatnie ujmując, trochę się rozgadałam. Siedziałyśmy w jaskini Lavendy.
- Proszę, przypomnij mi co ja tu robię. - Powiedziałam.
Nie chętnie otworzyła buzię, gdy ziemia zagrzmiała. Od razu wybiegłyśmy z jaskini. Gdyby miała się zawalić, lepiej abyśmy nie były w środku.
Zobaczyłam jak ziemia się roztaje. Słońce powinno oświetlić dół, mimo to miałam wrażenie, że na świecie jest jeszcze ciemniej niż wcześniej. Z przepaści formują się schody. Stamtąd wychodzi brązowy lew, mniej więcej w moim wieku. Ma on czarno czerwoną, bujną grzywę i zielone oczy. Towarzyszy mu całe stado z rodu Podziemnych. Czyli jednak przyszli, pomyślałam.
Lew kopiący dołek  obrazki z bajek- To jest Cellar. - Mruknęła przyjaciółka.
Lew spojrzał na mnie i przez chwilę wydawało mi się, że ma czarne oczy, całe. Mrugnęłam, znów zobaczyłam stanowczego samca, który kroczy po schodach. Miałam wrażenie, iż skądś go znam.
- Czyli? - Daisy znów zapomniała o moich brakach w tych wszystkich patronach.
- Bóg podziemia, surowców i patron Podziemnych - westchnęła.
No tak, teraz wszystko jest jasne.
Zobaczyłam jak Grit ustawiła się przed początkiem schodów i czeka na przybysza. Zdałam sobie sprawę, ja też powinnam tam być, jako przedstawiciel Łowców.
- Musze lecieć - rzuciłam do Daisy, a ona zrobiła śmiertelnie poważną minę, bo ciągle wiedziała o moich "niespodziewanych" mocach.
Popędziłam do Grit, która miała minę wręcz zadowoloną z siebie. Gdy stanęłam obok niej, Cellar wszedł na ostatni schodek i spojrzał na mnie. Lekko się ukłonił, a przedstawicielce Łez tylko skinął głową. Ponownie odwrócił wzrok w moim kierunku.
- Heaven, długo cię nie widziałem. - Przez ułamek sekundy wyczułam ból w jego głosie, następnie tylko stanowczość. - Nie wierzysz mi.
Nie odpowiedziałam.
- Zamknij oczy, a ujrzysz.
Przez myśl przeleciało mi, że to jakiś podstęp. Mimo to postanowiłam mu zaufać. Zamknęłam oczy, jak zwykle pojawiły się biało czarne linie, przedstawiające obrazy. Wszystko było normalne, tylko  Cellar, to nie był już Cellar. Zmarszczyłam czoło, wyglądał jak te potwory z mojego snu. Te same, które mnie goniły, tyle, że on był większy, bardziej zniekształcony (prawie nie wyglądał ja lew) i straszniejszy. Miał ostrzejsze zęby, a poza tym miał cztery par oczu po każdej stronie.
Cofnęłam się i nadepnęłam komuś na łapę. Tym nieszczęśnikiem okazał się Cranny, jak się wcześniej okazało. Otworzyłam oczy, samiec się cofnął, malowało się w jego spojrzeniu przerażenie. Wiedziałam, że znów moje oczy zaczęły świecić jak słońce. Nauczyłam się to kontrolować, zamrugałam kilka razy i było chwilowo po sprawie. 
- Wierzę - powiedziałam zdecydowanie.
Cellar najwyraźniej stwierdził, że nie kłamię. Czekał i patrzał, gdzieś za mną i Grit. Lwica mnie szturchnęła, dała znak, iż mam nas przedstawić.
- Jestem Vira, a to - wskazałam na Grit. - Grit, przedstawicielka Łez.
Uprzejmie skłoniłyśmy głowami, następnie znów się odezwałam, ale dopiero wtedy gdy dostałam kuksańca w żebra.
- Zapraszamy go Głębokiej - wskazałam na największą jaskinię. - Tam omówi... no, wszystko.
Najwyraźniej Grit mi darowała, bo nic nie poczułam. Posłałam jej nienawistne spojrzenie i ruszyłam za stadem Cellara. Razem wstąpiliśmy do jaskini, wszyscy podzielili się na trzy grupy. Ja, Grit i Cellar usiedliśmy na środku w koło, za nami siedziały oddzielone rasy lwów.
- Łowcy, Łzy i Podziemni - westchnął Cellar - Niesamowite, że znów jesteśmy w sojuszu.
Postanowiłam nie pytać. Wyszłabym przed Łowcami, jak i pozostałymi na niedokształconą. Tylko ja nie rozumiałam o co chodzi z tymi wszystkimi bogami, patronami i Heaven, którą prawdopodobnie jestem. Inni chyba go rozumieli.
- Miejmy nadzieję, że tym razem Heaven nie wybuchnie. - jęknął zły na mnie.
Coo? Niby kiedy Ja wybuchłam? Co się wtedy stało? Denerwowało mnie to poprzednie życie, według Lavendy powinnam niedługo odzyskać wspomnienia pani nieba. Nie wiem czy tego chcę, ale by to wiele wyjaśniło.
- Olbrzymi i Cienie nas śledzili - poinformował bóg podziemia.
- Właściwie to ilu mamy wrogów? - Zapytałam.
- Olbrzymi dysponują bardzo silnymi lwami, ale jest ich ledwie tuzin. Cienie są sprytne, stąd ich nazwa, ilość nie jest znana.
Resztę dnia spędziliśmy omawiając taktykę. Jutro będę musiała zjawić się wczesnym rankiem. Zarówno jak ja i Grit, nie ucieszyłyśmy się tą wiadomością. Do świtu zostało ledwie pięć godzin. Na koniec "zebrania" wróciłam do jaskini Lavendy. Tam znalazłam moją opiekunkę.
- Co się stało między Heaven, a Cellarem - wymknęło mi się.
Lavenda wypuściła powietrze.
- To było bardzo dawno, moja kochana. Są dwie legendy. Pierwsza głosi, że Cellar i Heaven byli w sobie zakochani. Jako bogowie, byli kompletnym przeciwieństwem siebie. Niebo i podziemie zaczęło się łączyć, panował chaos. Rerum się to nie spodobało, zesłał na nich rozłąkę. Odtąd nie mogą się złączyć, a ten, który spróbuje połączyć te dwa przeciwieństwa... Niech go bogowie mają w opiece.
- Kto to jest Rerum? - Zaciekawiłam się.
- Oh, to jest bóg wszystkich bogów. Jest niewidzialny, ale to nie znaczy, że słaby. Włada uczuciami bogów.
- A jaka jest druga legenda?
- W każdym razie jest krótsza. Cellar się zakochał w Heaven, ale bez wzajemności. Próbował się do niej dostać, tak powstały góry. Budował je aż po sam skraj chmur. Zezłościło to panią nieba, więc zaczęła tworzyć kosmos, coś co miałoby uniemożliwić nam, lwom, dotarcie wyżej, do królestwa Heaven. Zwabiła go jak najwyżej, po kres naszych możliwości, albo jeszcze dalej. Zepchnęła go, a tamten spadł.
- Chciałabym to zobaczyć. - Ziewnęłam.
- Miejmy nadzieję, że Cellar tego nie usłyszał.
- Taak.
Chwilę po tym zasnęłam. Jednak nie obyło się bez koszmarów.

niedziela, 12 stycznia 2014

Liebster Adward

Hej!
Zostałam nominowana do 
Liebster Adward przez:
• Irma Ruszkowska KLIK
• Gabriela Szydłowska KLIK
Zasady
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań.

Zadane mi pytania przez Irmę:

1.Ulubiona bajka z dzieciństwa?
- Król lew, Żółwie Ninja, Kopciuszek i Spider Man.
2.Ukochane zwierzęta?
- Zdecydowanie jestem zauroczona w owczarkach australijskich i podwórkowych kotach ;)
3.Jaki typ książek najbardziej lubisz?
- Fantasy, przygodowe (akcja)
4.Twoje największe marzenie?
- Zostać pisarzem, wydać książkę no i mieć szczęście w życiu.
5.Ulubiony kraj?
- Hiszpania i Grecja
6.Wymarzona praca?
- Pisarz, architekt
7.Co cię wzrusza?
- Zależy w jakim znaczeniu np. zakończenie filmu (obojętnie czy tragiczne czy szczęśliwe, zawsze płaczę, bo się skończył)
8.Wolisz wampiry czy zmiennokształtnych ze zmierzchu?
- Jestem anty fanem Zmierzchu, ale wolę wilkołaki
9.Najgorszy wypadek jaki ci się przydarzył?
- Skręcenie ręki i kleszcz w głowie, no i oczywiście zjedzenie Seven Days (chodzi o rzyganie prawie przez miesiąc, odtąd tego nie jem xD)
10.Ulubiona potrawa?
- Spaghetti
11.Czy jesteś singlem/singielką?
- Zbyt skomplikowane xDD


Zadane mi pytania przez Gabrielę:

1. Czemu postanowiłaś/łeś założyć bloga?
- Natchnęło mnie, poza tym spodobały mi się inne blogi z tym tematem.
2. W jakim wieku zaczęłaś/łś pisać?
- Zależy co. Ogólnie bloga to gdy miałam dziesięć lat (teraz mam 3naście)
3. Na urodziny chcesz dostać.
- Tablet graficzny
4. Czytasz książki?
- Oczywiście, jestem uzależniona jak niektórzy uzależnieni narkotykami *O* 
5. Twój ulub. film.
- Mogłabym wymieniać i wymieniać np. Legion, Harry Potter, Percy Jackson, Jestem numerem cztery, Hobbit... ehh
6. Masz zwierzątko?
- Tag. Mam psa i chomika. Miałam ponad dwadzieścia chomików xD dlatego, że po za wiedzą innych postanowiłam moje chomiki Alvina i Brytni (św pamięci obojgu) zostawić w jednej klatce; dwa razy w ciągu roku...
7. Twój ulub. przedmiot w szkole.
- Polski, plastyka, przerwa, niemiecki (to chwilowo)
8. Na imię chciałabyś/chciałbyś mieć...
- Lena, Maddie lub Frances...
9. Czy twoim mottem mogłoby być "Życie jest po to by się śmiać. Nie płacz" ?
- Oczywiście, że nie! Ludzie muszą płakać. Gdyby nie płakali, a się śmiali to nikt nie byłby poważny... Przez śmiech mogłoby być więcej przykrości niż normalnie...
10. Zaobserwujesz tego bloga?
- Twojego? Okej
11. Czytasz mojego bloga?
- Czytałam kiedyś, zgubiłam ostatnio LINK teraz znów zaczynam.

Moje pytania:
1. Masz rodzeństwo?
2. Ulubiony rodzaj filmu?
3. Zmierzch, Dary Anioła czy Harry Potter?
4. Ulubiony kolor?
5. Owoc czy warzywo?
6. Ulub. kraj?
7. Jaki chciałabyś/chciałbyś mieć kolor włosów?
8. Ulubiona liczba/szczęśliwa?
9. Pies czy kot?
10. Jesteś na coś uczulony/a?
11. Co uważasz o żółtych Martensach?

Nominowani przeze mnie:
1. Szczerbatek
2. Karolina Love
3. Frank
4. Daktylk_A
5. Martinia03
6. -
7. -
8. -
9. -
10. -
11. -

sobota, 4 stycznia 2014

Drugi blog "Pantera imieniem Animis"

Chciałabym wam przedstawić drugi blog. Jest on o młodej panterzycy Animis. Więcej wam nie zdradzę, bo dowiedzieć się możecie o niej już z pierwszego rozdziału. Jeśli spodobała się wam opowieść o Virze, na pewno polubicie też Animis. Serdecznie zapraszam:


Pantera imieniem Animis

Ps. Spokojnie, opowieść o Virze nie jest zakończona ;)

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 8 - Próba

Po zdradzeniu mojego snu, wszystkim chwilowo szczęka opadła. Zadawali pytania na, które nie umiałam odpowiedzieć. Jedno z nich przykuło moją uwagę:
- Dlaczego w takim razie Łzy chowają się w zaroślach i ryczą zbierając się na bitwę?
- Skąd taki pomysł? - mruknęłam zaskoczona. Do tajemniczej Loss miałam zaufanie jak nigdy do nikogo, nawet do Daisy.
- Sama zobacz. - Zaryczał Dark, przywódca Labiryntu Rzek. Wskazywał głową na najwyższy wzwyż w okolicy.
Wspięłam się na szczyt, przygarbiona. Wręcz wyglądało to jakbym się na coś czaiła. Ostrożnie spojrzałam w dół. Zebrało się tam około osiemnastu lwic, dziesięciu lwów i okołu tuzina lwiątek pilnowanych przez klika lwic. Duże stado - pomyślałam. - Na pewno większe niż nasze. Bezdźwięcznie pokazywali sobie różne znaki. Wiedzieli, że tu jesteśmy. Mieli przewagę liczebną, dwóch na jednego. Czekali na coś.
Nagle jedna lwica mnie zobaczyła. Zakryłam się trawą. Usłyszałam delikatny głos w myślach.
Spokojnie. To oni czekają na ciebie. Chcą porozmawiać.
Niechętnie wyprostowałam się. Wszyscy spojrzeli na mnie rozpromienieni i lekko zdziwieniem. Gotowało się we mnie. Zeskoczyłam ze skarpy, która wyglądała na zwykłe wzniesienie. Szłam na przód, ustępowali mi. Na przedzie stała wysoka żółta lwica o turkusowych oczach i czarnych uszach. Miała poważną twarz, wyglądała jakby chciała mnie udusić. Stanęłam obok niej. Wyprostowała się jeszcze bardziej, dając znać o swojej wyższości w randze. Kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Odważyłaś się tu przyjść? - Zapytała oschle i wyniośle, a wyglądała na początku na taką miłą...
Rozważałam dwa rozmyślenia: podrapać ją mocno i uciec przed stadem albo opowiedzieć tak samo nie podkulając ogona.
- Wiesz, wszyscy ustępowali mi na drodze. Nie miałam większych problemów z chodzeniem.
Z wzniesienia ktoś zachichotał. Stali tam Cranny i Daisy, ledwo widoczni w trawie.
- Ciesz się póki możesz Rivera, potem będzie już tylko strach. - Mruknęła.
Nie ustępowałam.
- Przed czym? Przecież się nie potknę! - zaskomlałam jak rozpieszczone lwiątko.
Tym razem połowa stada Łez zachichotała.
- Dosyć zabaw. Miałyśmy porozmawiać o czymś innym. - warknęła.
Teraz wiem. Ona nie wyglądała jakby chciała mnie udusić. Ona pragnęła nade wszystko pierw mnie udusić. Trochę odpuściłam, no... na chwilę.
- Wiesz - powiedziałam zmieniając ton - ty znasz moje imię, a ja twojego jeszcze nie.
Uniosła głowę.
- Mów mi Grit.
- Dobra, Grit. Słyszałam, że to stado błogosławiła sama bogini Loss?
- Dobrze słyszałaś, Rivero.
Nie znoszę tego imienia.
- Może powiesz mi kiedy to się stało?
Ona tylko spojrzała w niebo. Zbierało się na deszcz. Spochmurniała jak chmury. Przypomniało mi się, że stado nie ma jak się schować przed ulewą. Próbując polepszyć nasz relacje, przemówiłam za przywódcę Łowców - Dark'a:
- Może przeczekacie ulewę w Głębokiej?
Grit spojrzała na ledwo widoczną jaskinię.
- Dziękuję w imieniu mojego stada, ale duma nam nie pozwala. - Odpowiedziała.
Głośno zebrałam powietrze do płuc przez nos.
- Tak twierdzi twoje stado? Chcecie tego? - zwróciłam się do lwów
Wszyscy mieli ponure miny z wiadomości czekania na deszczu. Słysząc moje słowa, spojrzeli na mnie z przerażeniem. Nie wydali ani jednego dźwięku. Następnie jeden lew zaryczał popierając moje słowa. W jego ślad ostrożnie poszli inni.
Powoli zrozumiałam iż w tym stadzie, rządzi najgroźniejszy, nie rozsądniejszy.
- Chwila! Przede wszystkim powinniśmy poddać ją próbą Loss.
Przeszedł pomruk zgody.
Bez dania mi szansy odpowiedzi, wyrecytowała zagadkę:
Ucieka na nim Uskrzydlony,
leci, bo jest nieobroniony.
Próbuje się obronić,
i Poszukiwacza odgonić.
 Zaczęłam porównywać słowa w myślach. Uskrzydlony... leci... to było proste, ptak ma skrzydła i lata. Nie może się obronić. Jeśli go ktoś goni, musi się bronić. Jak mu się nie uda lub nie ma szans, to ucieka. Ucieka przed czymś większym i silniejszym, przed Poszukiwaczem. Chce go odgonić, lata w powietrzu.
- Czas minął.
- Zaraz czy to - zamyśliłam się - Po... Niebo! - jęknęłam zamykając oczy
- Zgadłaś.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 7 - Patron Cieni

Miałam zamknięte oczy. Widziałam wszystko po przez czarno białe linie formujące się w lwy i lwice. Nic nie zrozumiałam. Wszyscy cofali się o krok i wstrzymywali oddech, zapominając o oddychaniu. Powoli zaczęłam czuć moje łapy. Próbowałam wstać. Na drżących łapach ledwo co mi się to udało. Znów straciłam kontrolę. Jedyny lew, który nie bał się podbiec do mnie to Cranny. Złapał mnie przed upadkiem. Nie byłam w tej chwili zła na niego.
- Dzięki - mruknęłam, co zabrzmiało raczej "sieki".
Uśmiechnął się w odpowiedzi i pomógł dojść do jaskini Lavendy, której teraz chyba nie było.
- Dalej dam sobie radę. - Poinformowałam.
- Na pewno?
- Tak.
Całkiem było miłe to, że choć jeden lew się przejął. Przypomniało mi się.
- Słuchaj, co się stało?
Cranny burknął. Nie chciał opowiadać. Lecz wiedział, że musi.
- Po tym polowaniu, jak straciłaś przytomność, Daisy i Sonny zaniosły cię do Głębokiej. Tam próbowali wszystkiego byś się obudziła. - Przyglądając mu się zauważyłam iż rozjaśniało mu futro i to mocno. - Miałem iść po jakieś lekarstwo, gdy wróciłem świeciłaś jak gwiazda. Byłaś biała, a obok ciebie stał Legend, bóg niespodzianek i patron Cieni. Mówił, że nie długo ktoś wywoła wojnę. Że ty jesteś Heaven pod postacią lwicy. Będziesz walczyć po naszej stronie i...
- I co?
Wymamrotał coś nie dokładnie. Ponagliłam go łapą.
- Prawdopodobnie zginiesz - powiedział szybko i kontynuował: - Mamy dwa dni na poszukanie swoich sprzymierzeńców, a nie wiemy czy możemy zaufać innym plemionom.
W tej chwili przebiegła obok nas zrozpaczona grupka lwiątek. Podbiegłam do nich i spytałam:
- Co się stało?
Nie odpowiedziały tylko wylały nową zawartość łez. Spojrzałam na Głęboką. Coś było nie tak. Wyruszyłam w jej kierunku. Zebrali się tam prawie wszyscy mieszkańcy. Rozmawiali o lwach podróżujących z błogosławieństwem Loss. Loss? Znaczy, że lwica z mojego snu nam pomoże! Pudło. Rozprawiali jak ich pokonać by nie dotarli na tereny Labiryntu Rzek. Musiałam coś zrobić. Wbiegłam na środek krzycząc "Stop!". Wszyscy zwrócili uwagę na mnie. Korzystając z tego powiedziałam:
- Loss jest po naszej stronie, tak samo jak i Łzy, plemiono, którego jest patronką.
Przywódca spojrzał się na mnie marszcząc czoło. Zdecydowałam iż opowiem mój sen.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 6 - Polowanie




Rok później...
Czas mijał, a ja nie zdradziłam mojego snu nikomu. Czasem budziłam się w nocy z wrzaskiem, ciągle miałam to przed oczami. Musiałam teraz się uspokoić. Zaraz przyjdzie po mnie Daisy i razem wyruszymy na lekcje. Będziemy uczyć się polować wraz z Sonny i Milką, nauczycielką jest bordowa lwica, której nie lubię z wzajemnością.
- Co tam? - rozległ się głos Daisy za mną. Stała w przejściu jaskini - Musisz koniecznie zobaczyć co zrobiła Milka z drzewem przy Głębokiej. Wszystkie liany pod...
Ucichła.
- No co się stało z lianami? - zapytałam. Trochę mnie zdziwiła tą przerwą, zwykle gada i nie pozwala sobie nikomu przerywać.
Spojrzałam się na nią. O co jej chodziło? Stała z otwartą buzią i przestraszonym wyrazem twarzy. Cofnęła się o krok. Obróciłam się do tyłu, nic tam nie było. Dopiero gdy minęły sekundy, zorientowałam się, że chodzi jej o mnie. W każdej jaskini było małe źródełko wody, w odbiciu zobaczyłam jak moje oczy tryskają małymi piorunami, które wyglądały jakby chciały uciec. Nie miałam źrenic, ani tęczówek. Po prostu całe białe.
Usłyszałam, że Daisy wybiega z jaskini. O nie! Tylko nie to, pomyślałam. Zaraz to wszystkim powie i będę miała okropne kłopoty...
Skierowałam się w jej kierunku i zaczęłam ją gonić. W odbiciach rzeki widziałam, że mam już normalne oczy.
- Zo-zostaw mnie! - Krzyknęła.
Doganiałam ją. Pierwszy raz, byłam szybsza od niej. Czułam, iż mogę wszystko...
Gdy nagle, wbiegł w nas najgorszy lew w całym stadzie.
Wpadliśmy wszyscy w wodę, to była już tradycja.
- Czego chcesz?! - Wrzasnęłam. Byłam zła na wszystkich.
Cranny przyjrzał mi się.
- Kazano mi was znaleźć. Nauczycielka zaczyna polowanie.
- O nie! - Pisnęła Daisy
- Proszę. - Wymieniłam spojrzenie z przyjaciółką. Nic nie odpowiedziała tylko kiwnęła głową i odeszła.
Gdy już jej nie było, zaczęłam wychodzić w wody otrzepując się.
- O co chodziło? - Zapytał Cranny.
- Obchodzi cię to?
Wskoczyłam w zarośla, znikając mu z oczu.
- Szkoda, że taki byłem - mruknął gdy odeszłam.

***


Usiadłam na kamieniu patrząc na skale na lwice i nauczycielkę, która tłumaczyła technikę. Szczerze? Zrozumiałam nie wiele, rozmyślałam nad tym czy będę mogła nie długo wyruszyć w poszukiwanie rodziny. Tęskniłam. Bolało mnie to iż tak słabo ich pamiętałam. Otarłam łapą jedną z łez, która jednak się wymsknęła i spłynęła na trawę. W oddali pasły się antylopy.
- ...No to co? Ma być tak jak mówię Sonny. Na czym stanęłam? Aha. Daisy zaskakuje z przodu, a Milka goni. No to sobie wyjaśniłyśmy - stwierdziła nauczycielka.
A co ja robię?
Zeskoczyłam i pełna złości stanęłam za koleżankami.
- Rivera, na swoje miejsce! - Ryknęła
Stałam dęba. Po chwili czując jej wzrok zmieniłam miejsce kierując się w gąszcza. Skoro Daisy będzie czekać w miejscu gdzie Milka je zagoni, zostaje mi chyba pilnowanie czy nie ucieknie antylopa podczas polowania. No cóż, prawdopodobnie.
Schowałam się w zaroślach i zobaczyłam jak Milka, Daisy i Sonny biegają po łące. Każda miała jakiś cel. Jednak one przesuwały się coraz dalej ode mnie, aż oddaliły o jakąś milę.
Mogłam słuchać - pomyślałam.
Nagle wpadło mi w myśl. Kto łapie? Zawarczałam ze złości i najszybciej jak umiałam pobiegłam by pomóc. Trawa była wysoka. Nic nie widziałam. Instynkt łowcy podpowiadał mi gdzie jest antylopa. Rośliny boleśnie ocierały się o mnie. A to co? Biegłam prosto na Sonny, która zdrętwiała na widok rozpędzonej Viry...
Zamknęłam oczy. Przez powieki widziałam białe rysy na czarnym tle. Serce głośno pukało. Rysy układały się w wygląd Sonny. Wszystko było czarno białe. Nie mogłam zahamować, czułam, że to skończy się źle. Otworzyłam w tym samym momencie oczy gdy przeskoczyłam Sonny. Wielka to była ulga. Rozpędzona, widząc antylopę nie zwolniłam. Wczepiłam kły w jej nogę. Adrenalina zgasła.
Upadłam na ziemię, ostatnie co złapałam rozbieganym wzrokiem była wystraszona, a za razem zdziwiona Daisy. Dobiegały do mnie zniekształcone głosy.

Najgorsze, że byłam wszystkiego świadoma lecz nie mogłam nic zrobić.