niedziela, 12 stycznia 2014

Liebster Adward

Hej!
Zostałam nominowana do 
Liebster Adward przez:
• Irma Ruszkowska KLIK
• Gabriela Szydłowska KLIK
Zasady
Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogerów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz 11 pytań.

Zadane mi pytania przez Irmę:

1.Ulubiona bajka z dzieciństwa?
- Król lew, Żółwie Ninja, Kopciuszek i Spider Man.
2.Ukochane zwierzęta?
- Zdecydowanie jestem zauroczona w owczarkach australijskich i podwórkowych kotach ;)
3.Jaki typ książek najbardziej lubisz?
- Fantasy, przygodowe (akcja)
4.Twoje największe marzenie?
- Zostać pisarzem, wydać książkę no i mieć szczęście w życiu.
5.Ulubiony kraj?
- Hiszpania i Grecja
6.Wymarzona praca?
- Pisarz, architekt
7.Co cię wzrusza?
- Zależy w jakim znaczeniu np. zakończenie filmu (obojętnie czy tragiczne czy szczęśliwe, zawsze płaczę, bo się skończył)
8.Wolisz wampiry czy zmiennokształtnych ze zmierzchu?
- Jestem anty fanem Zmierzchu, ale wolę wilkołaki
9.Najgorszy wypadek jaki ci się przydarzył?
- Skręcenie ręki i kleszcz w głowie, no i oczywiście zjedzenie Seven Days (chodzi o rzyganie prawie przez miesiąc, odtąd tego nie jem xD)
10.Ulubiona potrawa?
- Spaghetti
11.Czy jesteś singlem/singielką?
- Zbyt skomplikowane xDD


Zadane mi pytania przez Gabrielę:

1. Czemu postanowiłaś/łeś założyć bloga?
- Natchnęło mnie, poza tym spodobały mi się inne blogi z tym tematem.
2. W jakim wieku zaczęłaś/łś pisać?
- Zależy co. Ogólnie bloga to gdy miałam dziesięć lat (teraz mam 3naście)
3. Na urodziny chcesz dostać.
- Tablet graficzny
4. Czytasz książki?
- Oczywiście, jestem uzależniona jak niektórzy uzależnieni narkotykami *O* 
5. Twój ulub. film.
- Mogłabym wymieniać i wymieniać np. Legion, Harry Potter, Percy Jackson, Jestem numerem cztery, Hobbit... ehh
6. Masz zwierzątko?
- Tag. Mam psa i chomika. Miałam ponad dwadzieścia chomików xD dlatego, że po za wiedzą innych postanowiłam moje chomiki Alvina i Brytni (św pamięci obojgu) zostawić w jednej klatce; dwa razy w ciągu roku...
7. Twój ulub. przedmiot w szkole.
- Polski, plastyka, przerwa, niemiecki (to chwilowo)
8. Na imię chciałabyś/chciałbyś mieć...
- Lena, Maddie lub Frances...
9. Czy twoim mottem mogłoby być "Życie jest po to by się śmiać. Nie płacz" ?
- Oczywiście, że nie! Ludzie muszą płakać. Gdyby nie płakali, a się śmiali to nikt nie byłby poważny... Przez śmiech mogłoby być więcej przykrości niż normalnie...
10. Zaobserwujesz tego bloga?
- Twojego? Okej
11. Czytasz mojego bloga?
- Czytałam kiedyś, zgubiłam ostatnio LINK teraz znów zaczynam.

Moje pytania:
1. Masz rodzeństwo?
2. Ulubiony rodzaj filmu?
3. Zmierzch, Dary Anioła czy Harry Potter?
4. Ulubiony kolor?
5. Owoc czy warzywo?
6. Ulub. kraj?
7. Jaki chciałabyś/chciałbyś mieć kolor włosów?
8. Ulubiona liczba/szczęśliwa?
9. Pies czy kot?
10. Jesteś na coś uczulony/a?
11. Co uważasz o żółtych Martensach?

Nominowani przeze mnie:
1. Szczerbatek
2. Karolina Love
3. Frank
4. Daktylk_A
5. Martinia03
6. -
7. -
8. -
9. -
10. -
11. -

sobota, 4 stycznia 2014

Drugi blog "Pantera imieniem Animis"

Chciałabym wam przedstawić drugi blog. Jest on o młodej panterzycy Animis. Więcej wam nie zdradzę, bo dowiedzieć się możecie o niej już z pierwszego rozdziału. Jeśli spodobała się wam opowieść o Virze, na pewno polubicie też Animis. Serdecznie zapraszam:


Pantera imieniem Animis

Ps. Spokojnie, opowieść o Virze nie jest zakończona ;)

piątek, 3 stycznia 2014

Rozdział 8 - Próba

Po zdradzeniu mojego snu, wszystkim chwilowo szczęka opadła. Zadawali pytania na, które nie umiałam odpowiedzieć. Jedno z nich przykuło moją uwagę:
- Dlaczego w takim razie Łzy chowają się w zaroślach i ryczą zbierając się na bitwę?
- Skąd taki pomysł? - mruknęłam zaskoczona. Do tajemniczej Loss miałam zaufanie jak nigdy do nikogo, nawet do Daisy.
- Sama zobacz. - Zaryczał Dark, przywódca Labiryntu Rzek. Wskazywał głową na najwyższy wzwyż w okolicy.
Wspięłam się na szczyt, przygarbiona. Wręcz wyglądało to jakbym się na coś czaiła. Ostrożnie spojrzałam w dół. Zebrało się tam około osiemnastu lwic, dziesięciu lwów i okołu tuzina lwiątek pilnowanych przez klika lwic. Duże stado - pomyślałam. - Na pewno większe niż nasze. Bezdźwięcznie pokazywali sobie różne znaki. Wiedzieli, że tu jesteśmy. Mieli przewagę liczebną, dwóch na jednego. Czekali na coś.
Nagle jedna lwica mnie zobaczyła. Zakryłam się trawą. Usłyszałam delikatny głos w myślach.
Spokojnie. To oni czekają na ciebie. Chcą porozmawiać.
Niechętnie wyprostowałam się. Wszyscy spojrzeli na mnie rozpromienieni i lekko zdziwieniem. Gotowało się we mnie. Zeskoczyłam ze skarpy, która wyglądała na zwykłe wzniesienie. Szłam na przód, ustępowali mi. Na przedzie stała wysoka żółta lwica o turkusowych oczach i czarnych uszach. Miała poważną twarz, wyglądała jakby chciała mnie udusić. Stanęłam obok niej. Wyprostowała się jeszcze bardziej, dając znać o swojej wyższości w randze. Kompletnie nie wiedziałam o co jej chodzi.
- Odważyłaś się tu przyjść? - Zapytała oschle i wyniośle, a wyglądała na początku na taką miłą...
Rozważałam dwa rozmyślenia: podrapać ją mocno i uciec przed stadem albo opowiedzieć tak samo nie podkulając ogona.
- Wiesz, wszyscy ustępowali mi na drodze. Nie miałam większych problemów z chodzeniem.
Z wzniesienia ktoś zachichotał. Stali tam Cranny i Daisy, ledwo widoczni w trawie.
- Ciesz się póki możesz Rivera, potem będzie już tylko strach. - Mruknęła.
Nie ustępowałam.
- Przed czym? Przecież się nie potknę! - zaskomlałam jak rozpieszczone lwiątko.
Tym razem połowa stada Łez zachichotała.
- Dosyć zabaw. Miałyśmy porozmawiać o czymś innym. - warknęła.
Teraz wiem. Ona nie wyglądała jakby chciała mnie udusić. Ona pragnęła nade wszystko pierw mnie udusić. Trochę odpuściłam, no... na chwilę.
- Wiesz - powiedziałam zmieniając ton - ty znasz moje imię, a ja twojego jeszcze nie.
Uniosła głowę.
- Mów mi Grit.
- Dobra, Grit. Słyszałam, że to stado błogosławiła sama bogini Loss?
- Dobrze słyszałaś, Rivero.
Nie znoszę tego imienia.
- Może powiesz mi kiedy to się stało?
Ona tylko spojrzała w niebo. Zbierało się na deszcz. Spochmurniała jak chmury. Przypomniało mi się, że stado nie ma jak się schować przed ulewą. Próbując polepszyć nasz relacje, przemówiłam za przywódcę Łowców - Dark'a:
- Może przeczekacie ulewę w Głębokiej?
Grit spojrzała na ledwo widoczną jaskinię.
- Dziękuję w imieniu mojego stada, ale duma nam nie pozwala. - Odpowiedziała.
Głośno zebrałam powietrze do płuc przez nos.
- Tak twierdzi twoje stado? Chcecie tego? - zwróciłam się do lwów
Wszyscy mieli ponure miny z wiadomości czekania na deszczu. Słysząc moje słowa, spojrzeli na mnie z przerażeniem. Nie wydali ani jednego dźwięku. Następnie jeden lew zaryczał popierając moje słowa. W jego ślad ostrożnie poszli inni.
Powoli zrozumiałam iż w tym stadzie, rządzi najgroźniejszy, nie rozsądniejszy.
- Chwila! Przede wszystkim powinniśmy poddać ją próbą Loss.
Przeszedł pomruk zgody.
Bez dania mi szansy odpowiedzi, wyrecytowała zagadkę:
Ucieka na nim Uskrzydlony,
leci, bo jest nieobroniony.
Próbuje się obronić,
i Poszukiwacza odgonić.
 Zaczęłam porównywać słowa w myślach. Uskrzydlony... leci... to było proste, ptak ma skrzydła i lata. Nie może się obronić. Jeśli go ktoś goni, musi się bronić. Jak mu się nie uda lub nie ma szans, to ucieka. Ucieka przed czymś większym i silniejszym, przed Poszukiwaczem. Chce go odgonić, lata w powietrzu.
- Czas minął.
- Zaraz czy to - zamyśliłam się - Po... Niebo! - jęknęłam zamykając oczy
- Zgadłaś.

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 7 - Patron Cieni

Miałam zamknięte oczy. Widziałam wszystko po przez czarno białe linie formujące się w lwy i lwice. Nic nie zrozumiałam. Wszyscy cofali się o krok i wstrzymywali oddech, zapominając o oddychaniu. Powoli zaczęłam czuć moje łapy. Próbowałam wstać. Na drżących łapach ledwo co mi się to udało. Znów straciłam kontrolę. Jedyny lew, który nie bał się podbiec do mnie to Cranny. Złapał mnie przed upadkiem. Nie byłam w tej chwili zła na niego.
- Dzięki - mruknęłam, co zabrzmiało raczej "sieki".
Uśmiechnął się w odpowiedzi i pomógł dojść do jaskini Lavendy, której teraz chyba nie było.
- Dalej dam sobie radę. - Poinformowałam.
- Na pewno?
- Tak.
Całkiem było miłe to, że choć jeden lew się przejął. Przypomniało mi się.
- Słuchaj, co się stało?
Cranny burknął. Nie chciał opowiadać. Lecz wiedział, że musi.
- Po tym polowaniu, jak straciłaś przytomność, Daisy i Sonny zaniosły cię do Głębokiej. Tam próbowali wszystkiego byś się obudziła. - Przyglądając mu się zauważyłam iż rozjaśniało mu futro i to mocno. - Miałem iść po jakieś lekarstwo, gdy wróciłem świeciłaś jak gwiazda. Byłaś biała, a obok ciebie stał Legend, bóg niespodzianek i patron Cieni. Mówił, że nie długo ktoś wywoła wojnę. Że ty jesteś Heaven pod postacią lwicy. Będziesz walczyć po naszej stronie i...
- I co?
Wymamrotał coś nie dokładnie. Ponagliłam go łapą.
- Prawdopodobnie zginiesz - powiedział szybko i kontynuował: - Mamy dwa dni na poszukanie swoich sprzymierzeńców, a nie wiemy czy możemy zaufać innym plemionom.
W tej chwili przebiegła obok nas zrozpaczona grupka lwiątek. Podbiegłam do nich i spytałam:
- Co się stało?
Nie odpowiedziały tylko wylały nową zawartość łez. Spojrzałam na Głęboką. Coś było nie tak. Wyruszyłam w jej kierunku. Zebrali się tam prawie wszyscy mieszkańcy. Rozmawiali o lwach podróżujących z błogosławieństwem Loss. Loss? Znaczy, że lwica z mojego snu nam pomoże! Pudło. Rozprawiali jak ich pokonać by nie dotarli na tereny Labiryntu Rzek. Musiałam coś zrobić. Wbiegłam na środek krzycząc "Stop!". Wszyscy zwrócili uwagę na mnie. Korzystając z tego powiedziałam:
- Loss jest po naszej stronie, tak samo jak i Łzy, plemiono, którego jest patronką.
Przywódca spojrzał się na mnie marszcząc czoło. Zdecydowałam iż opowiem mój sen.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Rozdział 6 - Polowanie




Rok później...
Czas mijał, a ja nie zdradziłam mojego snu nikomu. Czasem budziłam się w nocy z wrzaskiem, ciągle miałam to przed oczami. Musiałam teraz się uspokoić. Zaraz przyjdzie po mnie Daisy i razem wyruszymy na lekcje. Będziemy uczyć się polować wraz z Sonny i Milką, nauczycielką jest bordowa lwica, której nie lubię z wzajemnością.
- Co tam? - rozległ się głos Daisy za mną. Stała w przejściu jaskini - Musisz koniecznie zobaczyć co zrobiła Milka z drzewem przy Głębokiej. Wszystkie liany pod...
Ucichła.
- No co się stało z lianami? - zapytałam. Trochę mnie zdziwiła tą przerwą, zwykle gada i nie pozwala sobie nikomu przerywać.
Spojrzałam się na nią. O co jej chodziło? Stała z otwartą buzią i przestraszonym wyrazem twarzy. Cofnęła się o krok. Obróciłam się do tyłu, nic tam nie było. Dopiero gdy minęły sekundy, zorientowałam się, że chodzi jej o mnie. W każdej jaskini było małe źródełko wody, w odbiciu zobaczyłam jak moje oczy tryskają małymi piorunami, które wyglądały jakby chciały uciec. Nie miałam źrenic, ani tęczówek. Po prostu całe białe.
Usłyszałam, że Daisy wybiega z jaskini. O nie! Tylko nie to, pomyślałam. Zaraz to wszystkim powie i będę miała okropne kłopoty...
Skierowałam się w jej kierunku i zaczęłam ją gonić. W odbiciach rzeki widziałam, że mam już normalne oczy.
- Zo-zostaw mnie! - Krzyknęła.
Doganiałam ją. Pierwszy raz, byłam szybsza od niej. Czułam, iż mogę wszystko...
Gdy nagle, wbiegł w nas najgorszy lew w całym stadzie.
Wpadliśmy wszyscy w wodę, to była już tradycja.
- Czego chcesz?! - Wrzasnęłam. Byłam zła na wszystkich.
Cranny przyjrzał mi się.
- Kazano mi was znaleźć. Nauczycielka zaczyna polowanie.
- O nie! - Pisnęła Daisy
- Proszę. - Wymieniłam spojrzenie z przyjaciółką. Nic nie odpowiedziała tylko kiwnęła głową i odeszła.
Gdy już jej nie było, zaczęłam wychodzić w wody otrzepując się.
- O co chodziło? - Zapytał Cranny.
- Obchodzi cię to?
Wskoczyłam w zarośla, znikając mu z oczu.
- Szkoda, że taki byłem - mruknął gdy odeszłam.

***


Usiadłam na kamieniu patrząc na skale na lwice i nauczycielkę, która tłumaczyła technikę. Szczerze? Zrozumiałam nie wiele, rozmyślałam nad tym czy będę mogła nie długo wyruszyć w poszukiwanie rodziny. Tęskniłam. Bolało mnie to iż tak słabo ich pamiętałam. Otarłam łapą jedną z łez, która jednak się wymsknęła i spłynęła na trawę. W oddali pasły się antylopy.
- ...No to co? Ma być tak jak mówię Sonny. Na czym stanęłam? Aha. Daisy zaskakuje z przodu, a Milka goni. No to sobie wyjaśniłyśmy - stwierdziła nauczycielka.
A co ja robię?
Zeskoczyłam i pełna złości stanęłam za koleżankami.
- Rivera, na swoje miejsce! - Ryknęła
Stałam dęba. Po chwili czując jej wzrok zmieniłam miejsce kierując się w gąszcza. Skoro Daisy będzie czekać w miejscu gdzie Milka je zagoni, zostaje mi chyba pilnowanie czy nie ucieknie antylopa podczas polowania. No cóż, prawdopodobnie.
Schowałam się w zaroślach i zobaczyłam jak Milka, Daisy i Sonny biegają po łące. Każda miała jakiś cel. Jednak one przesuwały się coraz dalej ode mnie, aż oddaliły o jakąś milę.
Mogłam słuchać - pomyślałam.
Nagle wpadło mi w myśl. Kto łapie? Zawarczałam ze złości i najszybciej jak umiałam pobiegłam by pomóc. Trawa była wysoka. Nic nie widziałam. Instynkt łowcy podpowiadał mi gdzie jest antylopa. Rośliny boleśnie ocierały się o mnie. A to co? Biegłam prosto na Sonny, która zdrętwiała na widok rozpędzonej Viry...
Zamknęłam oczy. Przez powieki widziałam białe rysy na czarnym tle. Serce głośno pukało. Rysy układały się w wygląd Sonny. Wszystko było czarno białe. Nie mogłam zahamować, czułam, że to skończy się źle. Otworzyłam w tym samym momencie oczy gdy przeskoczyłam Sonny. Wielka to była ulga. Rozpędzona, widząc antylopę nie zwolniłam. Wczepiłam kły w jej nogę. Adrenalina zgasła.
Upadłam na ziemię, ostatnie co złapałam rozbieganym wzrokiem była wystraszona, a za razem zdziwiona Daisy. Dobiegały do mnie zniekształcone głosy.

Najgorsze, że byłam wszystkiego świadoma lecz nie mogłam nic zrobić.

piątek, 8 listopada 2013

Rozdział 5 - Spotkanie z Aniołem


Bolała mnie głowa od wszystkich informacji, a było ich bardzo wiele. Po zebraniu, lwy doszły do wniosku, że według legendy mam duszę Heaven. Czyli patronki Łowców i bogini nieba. Kompletnie nic nie zrozumiałam. Właściwie to na początku potakiwałam i myślałam o rodzinie. Przywódca obiecał iż będę mogła wyruszyć w poszukiwanie ich gdy w pełni dojrzeję. Tęskniłam za rodzicami i Lucką, moją siostrą.
Leżałam właśnie w jaskini Lavendy. Jej samej jeszcze nie było. Było tu przyjemnie. Zdziwiło mnie, że jest ciepło, bo w Głębokiej raczej było zawsze wilgotno. Rozłożyłam się jak najgłębiej w tyle. Położyłam głowę na łapkach i powoli zamknęłam oczy. Nie zauważyłam jak zasypiam.

***

- Szybciej! - ponaglała mnie lwica.
Nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale miałam wrażenie, iż wcześniej ją znałam. Miała ona białe futro, lekko błękitne gdzie nie gdzie. Biegłyśmy w kierunku śnieżnej skały z złotymi, drobnymi kamykami. Odwróciłam się by zobaczyć przed czym uciekałam. Goniły mnie czarne i czerwone, zniekształcone lwy. Nie widać było ich twarz, bo były zalepione, nie miały futra tylko skórę. Coś co odróżniało je od foli, było straszne. Jedynym otworem była paszcza. Otwierała się nie naturalnie szeroko. Ujawniała setki zaostrzonych zębów, niczym igieł. Gdy dotykały chmur (bo po tym biegłam), one odrywały się i zmieniały w rozgrzane kamienie, które spadały w dół. Wokoło nich jaśniała szara mgła.
Dorównywałam wzrostu lwicy. Chwile potem zorientowałam się, że jestem dorosła. Cudem dotarłyśmy do pałacu. Lwica szybko wdrapała się wyżej i  kopnęła miejszą skałę, która zsypała się na przejście.
- Wytrzyma? - Spytałam
- Powinno. Chodźmy szybciej - mruknęła.
Ruszyłam po przezroczystych wzniesieniach. Widziałam swoje odbicie. Miałam troszkę jaśniejsze futro i dwie obręcze wokoło prawego ucha. Wstrzymałam oddech. Nie miałam tęczówki, ani źrenic. Były całe białe, jaśniały przedziwnym blaskiem.
- Jesteś Aniołem? - dogoniłam ją.
Lwica zachichotała.
- Można to tak nazwać. Raczej wolę Loss.
Zmrużyłam oczy. Coś mi to mówiło.
- Kim ja jestem?
Dobiegłyśmy do białej bramy, która była dziesięć metrów od schodów. Na szczycie zawieszono srebrne roślinki podobne do lilii. W górze była wygięta w łuk. Jaśniała złocista poświata pomiędzy bramą. Loss nie odpowiedziała, bo rozległ się huk na dole.
- Dotarli.
Nie zrozumiałam za bardzo. Jedno było pewne, jak czegoś nie zrobimy, zginiemy.
- Wejdź w portal, ja zjawię się zaraz po tobie. Powstrzymam ich.
- Co, jak? - Zamrugałam.
- Uciekaj! - Ryknęła.
Posłusznie weszłam w bramę. Potwory wdrapały się do nas. Widziałam jak atakują Loss. Próbowałam się ruszyć. Nie mogłam. Łapy pochłaniała glina. Obraz przed moimi oczyma wirował. Jedno z monstrum mnie zauważyło. Szybko się zbliżyło i skoczyło. Prawie dotknęło moją twarz pazurami, gdy...

***

- Vira obudź się!
Miałam zamknięte oczy.
- Loss?
- Tak, twoim losem jest wstać.
Zdziwiłam się. Okazało się, że stoi przede mną Lavenda. Słońce musiało już zajść, bo teraz wschodziło.
- Nie, nie chodzi o to.
- A o co?
Może lepiej jej o tym nie mówić? - pomyślałam
- Emm, co powiesz iż na śniadanie będzie kłos? - Źle wybrnęłam z sytuacji, ale zawsze coś.
- Kłos? - mrugnęła. - Myślałam o antylopie... Cóż, jeśli chcesz...
- Nie, nie! Antylopa może być. - Jęknęłam.
Lavenda wyszła chwilowo z jaskini, po jak się domyśliłam, śniadanie.
Co ja teraz miałam zrobić? Loss miała problem. Nawet jeśli to był sen, był dość realny... Uważam, że lepiej go zachować dla siebie.

czwartek, 7 listopada 2013

Rozdział 4 - Legenda Labiryntu Rzek

Ja i Daisy
 
Miesiąc później...
Trawa szumiała. Wiatr wiał, a ziemia cała się trzęsła. Ogromne stado kroczyło przez pustkowie, depcząc młode roślinki. Zwierzęta chowały się przed nimi. Ryk który wydobywał się z paszczy Olbrzymów nie przypominał nic co kiedykolwiek się słyszało.  Zbliżają się! Zbliżają! - piszczała mała myszka. Biedni ci co weszli im w drogę, a mało się znalazło takich śmiałków. Może lepiej nie wyobrażać sobie tego spotkania. Ptaki ile sił w skrzydłach odlatywały. Po chwili cała łąka zrodziła się w pustkowie. Ani żywego ducha, gdyby nie lwy. W stadzie nie było widać żadnego lwiątka. Sami dorośli. Za drzew wyłoniła się czerwona lwica niosąc prosty kawałek drewna w pysku.
- Nareszcie jesteś. Dlaczego to tak długo trwało? - Ze środka wyszedł przywódca - największy samiec.
- Przepowiednie nie jest tak łatwo zdobyć. - Warknęła rozzłoszczona kładąc drewno na ziemi.
- Czekaliśmy pół roku.
- Mimo to i tak porozmawiamy o zapłacie...
- O zapłacie porozmawiamy potem. Chce wiedzieć czy to prawda.
- Jeśli uważasz, że kłamię sam zbieraj dowody przez pół roku.
- To było twoje zadanie - zaryczał.
- Wykonałam je. Spójrz - wskazała na leżący u łap Olbrzyma kawałek drewna.
Odwrócił je na drugą stronę. Odruchowo się cofnął, lwice zaryczały ze zdziwienia.
- Co to ma znaczyć?
Nie usłyszał odpowiedzi. Patrzył na drewienko oblepione stwardniałym błotkiem. Miało podpalane brzegi. Najzwyklejsze gdyby nie ślad małej łapki lwiątka, na którym odbijała się lekko większa. Kompletnie nic nie znaczyło.

***

- Zaczekaj Daisy! - krzyknęłam do ciemnej lwicy w moim wieku o kasztanowych oczach.
Słysząc to jeszcze bardziej przyśpieszyła. Goniłam ją od trzech minut, bo zabrała mój wianek z lilii przy którym trudziłam się godzinami. Trzymała go w pyszczku zgniatając białe płatki. Niektóre z nich spadły na trawę.
- A ni mi si śni - odkrzyknęła.
Ostro zaryła w ziemię gdy zagrodził jej drogę brązowy lew, naszego wieku. Zdezorientowana wpadłam na nich i wrzuciłam do wody. Staliśmy po całe łapy w wodzie. Pierwsza zaczęła się śmiać Daisy. Dopiero potem zorientowałam się, że lwem którego potrąciłam, widziałam gdzieś wcześniej.  Był to Cranny. Rzadko się razem bawiliśmy, nie przepadałam za nim. Często próbował mnie zdenerwować, może mnie lubił, ale ciągle dokuczał.
Cranny położył mi na głowę wianek i się uśmiechnął. Może nie było widać po nim złośnika, ale po poznaniu go bliżej każdy źle o nim twierdził. Zwłaszcza dziewczyny. Zwłaszcza one.
- Wyglądasz przepięknie - uśmiechnął się.
Zignorowałam go i trąciłam Daisy, żeby ruszyła się z miejsca. Gdy się oddaliłyśmy miałam gorszy humor. Wdrapałam się na drzewo i przysiadłam na grubej gałęzi. Przyjaciółka patrzała na mnie ze zdziwieniem z dołu.
- O co znowu chodzi?
- Nie rozumiem cię.
- Chyba odwrotnie. Dlaczego mnie nie rozumiesz? - Nie mogłam się wysłowić.
Daisy przysiadła na trawce i powiedziała:
- To jest dziwne. Większość lwiątek nie potrafi tego co ty...
- Czyli?
- Potrafisz się wspinać, masz lepszy węch, lepszy wzrok...
- Jednak ty i tak najszybciej biegasz - wtrąciłam.
- No może - zarumieniła się.
Na tym skończyłyśmy temat. Uzgodniłyśmy, że wrócimy do jaskini z powodu zachodu słońca.

***


Wchodziłyśmy właśnie do Głębokiej (nazwa jaskini w Labiryncie Rzek). Trwało zebranie na, którym jeden przekrzykiwał drugiego. Gdy mnie zobaczyli, umilkli. Pierwszy odezwał się Dark, przywódca:

- Daisy możesz odejść.
Powoli ruszyłam za nią.
- Rivero, ty zostajesz. Musimy coś omówić.
Przysiadłam obok Lavendy, która też przyszła na "zebranie". Inne lwice zaczęły szeptać. Dark ryknął i umilkły.
- Powtórz skąd jesteś.
Chwilę potem zorientowałam się, że to do mnie mówił.
- Eee... z Piaszczystej Doliny. Ziemi położonej na Saharze. - Odpowiedziałam.
Szepty znów nastały. Przywódca jednak nie raczył ich uciszyć. Usłyszałam moje imię, które wymawiała karmelowa lwica.
- Jesteś w wielkich kłopotach - wypuścił powietrze.
- Co to ma znaczyć?
Głosy same ucichły, wszyscy wstrzymali powietrze. Zaczynała się historia.
- Pięćset lat temu, lew o imieniu Ryon - ciągnął Dark - stworzył Labirynt Rzek. Wedle jego prawa, do stada mógł należeć lew, w którym płynęła choćby jedna kropla krwi Łowców. Starego plemienia do którego wszyscy należymy w Labiryncie Rzek. Olbrzymi, przeciwna grupa temu pomysłowi zaczęła nas mordować, by już nikt nie wymyślił takiego prawa. Aż wreszcie pojawiła się lwica zesłana przez niebo. Przepędziła Olbrzymów i skazała na wygnanie. Niestety tego dnia poświęciła swoją duszę i zniknęła. Zostawiła ślady, twierdzące, że wróci zrodzona przez przywódców poległego stada. Niektórzy uważają to za legendę, inni za prawdę. A z tego co wiem każda legenda ma w sobie ziarno prawdy.
Po tej wypowiedzi, wszystkie oczy zwróciły się na mnie.
Mam problem - stwierdziłam.